Color II Color I

Aktualności

Czarna Śmierć – czym była naprawdę

Specjalnie dla Czytelników naszej strony, krótką rozprawę na temat "Czarnej Śmierci", która dotknęła ludność Europy w XIV wieku napisał prof. zw. dr hab. Wojciech Iwańczak.

W czasach niepewności i lęku, które przeżywamy, oprócz lekarstw i pieniędzy przydaje się także znajomość historii. Uświadomimy sobie wówczas, że podobne sytuacje jak ta, z którą teraz mamy w Polsce – i nie tylko – do czynienia bywały już w przeszłości i przybierały nawet znacznie groźniejszą postać. Myślę oczywiście o sławnej Czarnej Śmierci, o której warto powiedzieć nieco więcej, ponieważ pewne jej cechy wykazują podobieństwo do tego co dzieje się wokół koronawirusa.
Czarna Śmierć - wielka epidemia ( a dzisiaj wolimy nawet używać terminu pandemia ) pojawiła się w Europie Zachodniej w roku 1347 w Messynie na Sycylii. Rzecz ciekawa, sama nazwa nie jest średniowieczna, ale rozpowszechniła się dopiero w XVIII, a na dobre w XIX w. W XIV w. mówiono raczej o Wielkiej Śmierci czy Wielkiej Morowej Zarazie, zaś muzułmanie, których także to nieszczęście dotknęło używali częściej terminów Powszechna Plaga, Wielkie Zniszczenie, Wielki Mór czy Rok Zagłady. Popularnie chorobę tę określamy jako dżumę. Czemu zaś „Czarna” ? Jedna wersja twierdzi, że od ciemnej barwy martwiczo – zgorzelinowych guzów i wrzodów, jakie tworzyły się na skórze chorego, ale istnieje też koncepcja, że od depresyjnego „czarnego” nastroju jaki epidemia spowodowała.
W Kronice messyńskiej Michała Platiensis czytamy: „na początku października, w roku od wcielenia Syna Bożego 1347, dwanaście genueńskich galer…przypłynęło do portu w Messynie. Ich załoga przywiozła tak złośliwą zarazę, że każdy, kto tylko rozmawiał z nimi ( załogą ), został naznaczony przez śmiertelną chorobę i w żaden sposób nie mógł uniknąć śmierci…Zainfekowani odczuwali jak ból przenika ich ciało i podupadali na zdrowiu. Potem odkrywali na udach i ramionach krosty…Choroba postępowała tak, że ludzie gwałtownie wymiotowali krwią. Wymioty trwały bez przerwy przez trzy dni, bez możliwości ich powstrzymania, a potem przychodziła śmierć…Nie tylko ci, którzy rozmawiali z ofiarami, ale także ci, którzy dotykali lub używali rzeczy do nich należących umierali…Ponieważ wzrastała duża śmiertelność w Messynie, wielu ( ludzi ) zażyczyło sobie wyspowiadać się z grzechów i sporządzić testamenty, ale kapłani, prawnicy i notariusze odmawiali otwierania domów w obawie przed zarazą…Kiedy katastrofa osiągnęła apogeum, mieszkańcy postanowili emigrować…do miast Katanii. Zaraza przylgnęła jednak do uciekinierów i towarzyszyła im wszędzie…Przerażeni mieszkańcy ( katańskich miast ) nie pozwalali grzebać ( zmarłych ) uciekinierów z Messyny w miastach, stąd wszyscy byli zrzucani do głębokich rowów poza murami…Zaraza rozproszyła się tak, że zmarła niezliczona rzesza ludzi…Epidemia szalała od października 1347 do kwietnia 1348 roku”. Inna kronika ze Sieny zapisała: „Tak wielu ( ludzi ) umierało, że wszyscy zaczęli wierzyć, iż nastąpił koniec świata”.
Początków zarazy badacze dopatrują się w Mongolii w latach 20 XIV w., blisko pustyni Gobi. Później ogarnęła Chiny i w latach 1351 – 1353 uśmierciła ok. 65% mieszkańców tego kraju. Potem przez środkową Azję dotarła nad Morze Czarne, na Krym, a następnie rozeszła się po świecie drogą morską. W latach 1345 – 1346 flotylla genueńska stacjonująca w porcie czarnomorskim Kaffie ( dzisiaj Teodozja ) była oblegana przez chana Złotej Ordy Dżanibeka, w którego wojsku wybuchła dżuma. Ta armia „podarowała” chorobę załogom genueńskim, które z kolei przywiozły ją do Messyny. Błyskawicznie rozeszła się po wielkich portach basenu śródziemnomorskiego, pojawiła się w Konstantynopolu, Aleksandrii, na Cyprze, w wielkich metropoliach włoskich: Genui, Wenecji, Pizie i Florencji. Kolejne jej „zdobycze” to Francja, Hiszpania, Anglia, Niderlandy, Norwegia, Szwecja, dotarła także w odległe regiony, takie jak Szkocja, Islandia, Orkady, Grenlandia, Wyspy Owcze, Szetlandy, przekroczyła też Alpy i nawiedziła Szwajcarię, Austrię i Niemcy, dalej Brandenburgię, wreszcie Rosję i Ukrainę. Świat muzułmański także znalazł się „w oku cyklonu” – chociaż kojarzymy zazwyczaj zarazę z Zachodnią Europą – wielka metropolia Damaszek utracił prawie połowę swoich mieszkańców, a na wschodnich i południowych wybrzeżach Morza Śródziemnego ofiarą padło około 30 – 40 % ludności muzułmańskiej. Wśród zmarłych w wyniku Czarnej Śmierci byli też przywódcy: król Alfons XI kastylijski, wielki książę moskiewski czy patriarcha Kościoła prawosławnego. Rzecz ciekawa tereny Środkowej Europy, z Polską włącznie zostały dotknięte epidemią w znikomym stopniu, co nie znalazło dotąd satysfakcjonującego wyjaśnienia. Faktem jest, że w porównaniu z gęsto zaludnionymi obszarami Europy zachodniej czy południowej tereny te zasiedlało znacznie mniej mieszkańców. Jeśli mowa o przyczynach Czarnej Śmierci to nie ma chyba jednoznacznego wyjaśnienia, wymienia się różne czynniki. Nieurodzaje, głody ( a człowiek niedożywiony jest mniej odporny na choroby ), zmiany klimatyczne. Przypuszcza się, że zaraza doprowadziła do ostatecznej likwidacji osadnictwa na Grenlandii, gdzie ochłodzenie klimatu i głód bardzo je przetrzebiły. Straty w ludziach osiągnęły astronomiczne rozmiary, z około 75 milionów mieszkańców ówczesnej Europy Czarna Śmierć zabrała około 25 milionów ( a w roku 1430 ogół ludności Europy Zachodniej sięgał jedynie 20 do 40 milionów ), szczególnie dotkliwe były w wielkich miastach, we Florencji około 120 tysięcy, w Wenecji między 70 a 90 tysięcy, w Londynie od 15 do 25 tysięcy. Mało ofiar było w ogromnym Mediolanie, próbuje się to tłumaczyć wielką dyscypliną w tym mieście, rodziny „zawirusowane” zamykano w domach a żywność dostarczano im w koszach spuszczanych na sznurach.
Oprócz różnych okoliczności gospodarczych, społecznych, klimatycznych sprzyjających zarazie, w końcu XIX w. udało się zidentyfikować powodującą dżumę bakterię. Określa się ją jako Yersinia pestis od nazwiska szwajcarskiego lekarza i bakteriologa Aleksandra Yersin. Odróżniamy trzy typy tej choroby: dżuma dymienicza, dżuma posocznicowa i dżuma płucna. Bakteria ta występuje głównie w środowisku szczurów i innych gryzoni i jest przenoszona za pośrednictwem pcheł z jednego zwierzęcia na drugie. Zbytnie rozmnożenie się tych bakterii powoduje wymieranie całej populacji gryzoni i wówczas pchły przenoszą się na inne organizmy, mogą też zakazić ludzi. W czasie Czarnej Śmierci aktywna była – jak się przypuszcza – dżuma dymienicza, mogła również występować dżuma płucna.
Jeśli idzie o środowiska społeczne sprzyjające rozpowszechnianiu się zaraz to wieś była przez nie atakowana dość rzadko. Czarna Śmierć zmieniła jednak charakter nawiedzających świat co jakiś czas epidemii, po 1347 roku, prawie aż do końca średniowiecza w większości miast stały się one zjawiskiem cyklicznym, niemal nie było dekady, gdy udawało się uniknąć epidemii. Po roku 1480 dżuma powracała już rzadziej, co 15 – 20 lat.
Niemniej – a może bardziej – interesujące jak przebieg i postępy epidemii były postawy ludzi wobec tego nieszczęścia. Co ciekawe były one bardzo różne. Próbowano uniknąć zarazy, ale też starano się zrozumieć jej przyczyny. Pojawiły się bardzo odmienne zachowania, od skrajnej dewocji do utracjuszostwa, rozpusty i myślenia typu „po nas choćby potop”. Pytania o powody tak niezwykłego ataku śmierci, masowego umierania kierowano w stronę Pisma Świętego. Stamtąd płynęło wyjaśnienie, iż lud Boży rozgniewał Boga i ów zsyła nań liczne plagi. Lista grzechów i wykroczeń przeciw nakazom religii była pokaźna, bałwochwalstwo, krzywoprzysięstwo, brak pokory, pycha i wiele innych musiały być ukarane. Aby zapobiec lub odwrócić plagę należało ukorzyć się i całkowicie zmienić swoje zachowanie. Z jednej strony wystąpił kryzys zaufania do Kościoła, który nie potrafił zapobiec nieszczęściu, z drugiej szukano w tej instytucji oparcia w ciężkich czasach. Pojawili się biczownicy, którzy biczowali się publicznie by ułagodzić w ten sposób gniew Boga i spowodować odwrócenie zarazy. Wywierali wielkie wrażenie, wierzono w ich moc cudotwórczą, o czym świadczą zapisy, iż kobiety ocierały krew z ich ran, które sami sobie zadali i smarowały sobie oczy wierząc, że zostaną uzdrowione.
Jak przy wszelkich tego typu zagrożeniach poszukiwano też najprostszych wyjaśnień próbując znaleźć winnych w bliższym i dalszym otoczeniu. Żydów i trędowatych obarczano winą za to co się dzieje, przypisując im zatruwanie studni co sprzyja zarazie. Niechęć czy wrogość skierowano też przeciw obcym, przybyszom, a nawet zwrócono się przeciw przedstawicielom zawodów kojarzonych ze smrodem i brudem, takich jak kuśnierze, garbarze, sprzedawcy ryb, rzeźnicy i utrudniano im pracę. Krytykowano prostytucję, ponieważ w obliczu wielkich strat demograficznych kaznodzieje nawoływali do odtworzenia stanu ludności, a prostytucja jako zajęcie bezproduktywne temu nie służyła. Homoseksualizm ( określany wówczas zazwyczaj jako sodomia ) też znalazł się na „czarnej liście”, gdyż nie prowadził do wzrostu populacji. Jak widzimy zestaw tych „kozłów ofiarnych” był dość okazały i prowadził do wzrostu napięć społecznych.
Czarna Śmierć była zjawiskiem bardzo złożonym i wywarła wielki wpływ na wszystkie sfery życia wspólnoty europejskiej, od demografii, poprzez gospodarkę, handel, sztukę, literaturę, a przede wszystkim na mentalność, stosunek do świata. Zmieniła hierarchię wartości, uświadomiła kruchość i tymczasowość egzystencji ludzkiej. Powiada się niekiedy, że była pierwszą zapowiedzią wielkich wydarzeń przyszłości, takich jak renesans czy reformacja. Dzisiaj – wracając na koniec z głębi historii – też sporo komentatorów twierdzi, że po koronawirusie świat już nie będzie taki sam. Cóż, pożyjemy ( ? ), zobaczymy…

Prof. zw. dr hab. Wojciech Iwańczak, wykładowca Akademii Ignatianum w Krakowie, członek Polskiej Akademii Umiejętności, Sekretarz Generalny Towarzystwa Naukowego Warszawskiego.